Blog > Komentarze do wpisu
Dziwne pytania, głupie odpowiedzi

Jest taki standardowy zestaw pytań, który przewija się niemal za każdym razem w sytuacji poznawania nowych ludzi. Skąd jesteś? Jak długo już tu mieszkasz? Ile jeszcze planujesz tu zostać? Tak zaczyna się rozmowy w Dubaju i pewnie w wielu innych miejscach, w których jest taka niesamowita mieszanka etniczna. Nie ma się co dziwić pytaniu o pochodzenie. Sam jestem ciekaw skąd są nowo, często przypadkowo, spotkani ludzie. Z praktycznego punktu widzenia uważam, że dobrze jest znać pochodzenie ludzi przy stole, żeby nie wejść na jakąś minę międzykulturowych różnic. Żeby nie zaproproponować wieprzowiny muzułmance (znam wyjątki) albo soczystego steka hindusowi. Pozostałe dwa pytania mają w sobie coś z nostalgii. Długo już tu siedzisz w tym piachu z dala od rodzinnej wioski biedaku? Pewnie zabrali ci paszport i musisz uzbierać na zapłacenie pośrednikowi, który cię tu sprowadził. „Jak długo” to w ogóle jest podchwytliwe pytanie. Nikt nie przyjeżdża do Dubaju na stałe. Nie ma opcji, żeby się osiedlić, dostać obywatelstwo i spokojnie dożyć stu lat w luksusie. Dubaj, to bardzo tymczasowe miejsce, a rotacja jest ogromna. Szczególnie było to widać w roku 2009, kiedy gówno wpadło w wiatrak i tysiące (dziesiątki, jeśli nie setki) ludzi zostało bez pracy i musiało wyjechać. Często w pośpiechu z obawy przed restrykcyjnym prawem, które za długi najpierw wsadza do paki a dopiero potem pozwala ci spłacić kredyt czy debet na karcie. Z drugiej strony, jeśli nie ma przymusu wyjazdu, ludzie często mówią, a jeszcze rok tu posiedzę. Spotykasz ich rok później, zadajesz to samo pytanie i otrzymujesz tą samą odpowiedź. Dubaj wciąga. Luksusik miło łechce. Grubiutki portfel fajnie ciąży. Trawa jest wystarczająco zielona na własnym pastwisku. Po tych trzech standardowych pytaniach często słyszę kolejne pytanie-stwierdzenie, którego genezy za cholerę nie jestem w stanie zrozumieć.
- Jesteś z Polski? W jakim języku tam mówicie? Po niemiecku?
Niech skonam jeśli kłamię. Słyszałem to pytanie od różnych ludzi, w zupełnie niezwiązanych ze sobą okolicznościach i mimo, że móżdżę nie mogę pojąć dlaczego ludzie zakładają, że w Polsce mówi się po niemiecku. Ktoś mi kiedyś powiedział, jak zacząłem drążyć, że tak myślał, bo jesteśmy sąsiadami. Logiki w tym nie widzę, ale może też nie wiem czegoś, co wiedzą oni. Tak czy inaczej, przestałem sprostowywać nieporozumienia, zamiast tego potwierdzam i opowiadam teraz ludziom jeszcze większe głupoty. Nie będę przecież zastępował im szkoły i Wikipedii. Moim ulubionym, dość dobrze już dopracowanym blefem jest to, że wyjeżdżając z kraju zapisałem się do rządowego programu promowania Polski za granicą. Program polega na tym, że Polak za granicą ma aktywnie promować pewne stereotypy i umniejszać inne. W zamian za comiesięczną pensję, niezbyt dużą, mam na przykład określoną ilość razy w miesiącu brać udział w towarzyskich spotkaniach i pić dość dużo alkoholu, ale się nie upijać. Otwierać drzwi kobietom. Ustępować miejsca staruszkom w autobusie. Nie wolno natomiast narzekać w towarzystwie. Nie wolno być kłótliwym. I tak dalej. Ludzie łykają to jak młody pelikan żabę.


środa, 05 grudnia 2012, pomidoroff

Polecane wpisy

  • Kropotkin przechodzi w stan uśpionej czujności

    Jestem totalnie leniwa małpa i nie chce mi się pisać tego samego na dwóch blogach, dlatego porzucam kropotkin.blox.pl i od tej pory nowe wpisy będą pojawiały si

  • Czy można zarabiać na blogu?

    Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, ale skoro ludzie od tysiącleci wożą towary przez granice, po to, żeby drożej sprzedać gdzieś coś, co jest tanie gdzie in

  • Na wcisk

    Przeglądam dzisiejsze nagłówki na Gulf News i widzę, że całkiem sporo poświęconych jest procesowi emiratyzacji. Znowu... Nabyty tu na żwirowni sceptycyzm każe m

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
olena.s
2012/12/05 20:51:55
Mój drogi, kto jak kto, ale ty masz preciez świadomość, że śwat jest tak popykany, że każdy idiotyzm może faktycznie gdzieś tam sobie realnie istnieć. To raz.
A oni pytają - no bo czemy nie? Przeciez Kanadyjczycy nie mówią po kanadyjsku, a Belgowie - po belgijsku. Na Filipinach mówi się obowiązkowo w trzech językach, Łużyczanie zniknęli, Żydzi odtworzyli hebrajski, a i w naszej okolicy mówi się po arabsku, a nie jordańskui, saudyjsku i tak dalej.
-
2012/12/06 07:08:33
Cóż, może faktycznie tylko w mojej świadomości granica między słowiańską europą a resztą świata przebiega na Odrze :)
-
olena.s
2012/12/06 08:12:36
No bo ty zakładasz, że język narodowy, charakterystyczny dla danegopaństwa jest czymś oczywistym - a wcake ta nie jest przecież. Więc i pytanie nie takie głupie.
-
rodzyneksultanski
2012/12/11 12:05:06
No właśnie, Polska może być bardzo, bardzo odległą egzotyką, z dziwnym, nieoczywistym językiem i bez uwagi na lekcjach geografii i historii. Bo ile polskie dzieciaki uczą się o Filipinach i dekolonizacji Afryki? A no tyle, aby pytać poznanych obcokrajowców, w jakim języku się u nich mówi i czy "tam" jest McDonald's.